Moje dzienniki


Maj 2012

Publikacja: 2012-05-16

Witam po dłuższej przerwie. No cóż, ostatnie dwa lata w moim życiu były burzliwe tak w sferze osobistej jak i duchowej. Na szczęście od roku jestem wolnym człowiekiem, a od półtorej miesiąca jestem także ostatecznie wyzwolony spod niszczącego, złodziejskiego wpływu sekty rodzinnej. Żyję już tylko dla siebie. Po trzydziestu latach tułaczki i pracy ponad siły mogę już spokojnie kroczyć własną drogą. Nareszcie, aż wierzyć mi się nie chce, że najgorsze mam za sobą.

Co do naszych spraw – też ulga. Dorosłem także do tego, by jeśli jest to konieczne, mówić prawdę o wszystkim i wszystkich, dzięki czemu możemy bez strachu przyglądać się tym, którzy miast pracować nad sobą, miast wzrastać i stawać się cudotwórcami we własnych przestrzeniach, usiłują obowiązek doskonalenia się przerzucić na barki innych, oszukując ich, ograniczając i programując w celu osiągnięcia własnych korzyści. Nie mówię tu wcale o ezoterykach, którzy pojawiają się tylko po to, by zdobyć kolejny wpis na swojej liście dyplomów i zaliczonych kursów, bo w godzinę łapią, że sami wpędzili się w maliny: bez pracy nic się nie ruszy. Mówię także o nieuczciwości wśród nas.

W świecie duchowym nie istnieje kumoterstwo ani nie odrobiona lekcja. Tu wszystko jest uczciwe i służące całości. Ta prawda szybko dociera do wszystkich umysłów i zaczyna się zadawanie pytań samemu sobie: albo odrzucić ezoteryczną sieczkę i wzrastać, albo przyznać się przed sobą i innymi, że się tkwi w mroku obłudy, zacofania i nabierania innych.  Pseudowegetarianizm nie wystarczy już, by blichtrować i uznawać się za ezoteryczną alfę i omegę, a dotychczasowa postawa zaczyna wyglądać jak gra w kotka i myszkę, gdzie niestety jest się tylko myszką. Jedni uciekają z rodzącej się idei, inni biorą się za autentyczną pracę nad sobą. Jest jak w życiu: jedni widzą światło i za nim idą, inni – widząc – że światła nie wykorzystają – wracają do starych zwyczajów. Lecz taki powrót trzeba przecież jakoś umotywować, a droga jest tylko jedna: wykazać, że stare prawdy są właściwsze, że oparte na nich utrzymywanie ludzi w niewiedzy  ma sens. I tak z wolna zaczyna się atak na to, co jest autentyczną drogą do Boga.

Pamiętacie trzy ostatnie ezoteryczki na warsztatach? Trzy panie wegetarianki, trzy osoby stroniące od innych i wciąż innych osądzające, które na skali „fałszu” sięgnęły górnych wartości? Już wiedzą, że stanowimy dla nich totalne zagrożenie, już przystąpiły do torpedowania głoszonych przez nas prawd. Dlaczego? No a jak tu mieć przewagę nad innymi, skoro ci inni nie tylko widzą, wiedzą i słyszą, ale na dodatek uczą tego „ciemne masy”? Przecież oświecona „ciemna masa” (nie moje słowa) nie skorzysta z ich usług, gdy odczyta, z kim ma do czynienia. Nagle to, co chciały wykorzystać do wywyższania się ponad innych i ich poszukiwania stało się ich własną demaskacją: ukazało ich prawdziwe oblicze, A czego się one spodziewały, że my jesteśmy ślepi i je Bóg wypromuje tylko dlatego, że tego chcą, że przyjechały na warsztaty? Albo jest się czystym, albo mówi wprost, jak sprawy lecą. Inaczej nie może być. Dlatego czyścimy szeregi, wzrastamy i z wolna zaczynamy przygotowywać się do masowych działań, zwłaszcza, że pierwszy raz w życiu ujrzałem Jezusową Moc. Ujrzałem, nie, że zastosowałem, choć dla mnie jest to wyraźny sygnał co do tego, że wszystko wciąż idzie zgodnie z naszym „tajnym” planem…

Po kursie w Jelitkowie

Publikacja: 2010-11-04

A jednak sporo się zadziało od ostatniego wpisu. Po pierwsze wyszli w nasze przestrzenie żywo-umarli, którzy potrafią w kilka sekund opanować ludzką wolę, przez co ludzie natychmiast wpadają w totalny obłęd, a nierzadko po niebezpiecznych atakach na innych tracą na wiele godzin panowanie nad ciałem, wpadając w stan katatonii.

Po drugie na kursie w Jelitkowie odbyło się prawdziwe starcie ciemności, która do ataku wykorzystała ludzkie znieprawienie i egoizm osób organizujących warsztaty. Pierwszy raz widziałem też duchowego “sterownika” i sposób jego działania. Niczym wielka metrowa ważka usadawiał się on w człowieku i zmieniając jego świadomość oddziaływał na ludzi, przez co padały słowa i powstawały decyzje, które mogły być dla innych szkodliwe. W ten sposób starano się zdyskredytować ruch duchowego uzdrawiania i wyrobić bardzo niepochlebną dla nas o nas opinię. Nie udało się to i wszyscy nasi zaliczyli odchodzącą w niepamięć metodę energetycznego uzdrawiania.

Przy okazji zapoznaliśmy się od podszewki z mechanizmem funkcjonowania tego środowiska, któremu ton nadają opętani i podłączeni pod ciemność ludzie, których jak ognia lękają się niedobitki tych, co sercem starają się wesprzeć innych.

W Jelitkowie miały także miejsce znaczące dla nas modlitwy i podpowiedź Góry uelastyczniająca naszą metodę odradzania człowieka, przez co jej skuteczność znacznie wzrosła.

Nastał też czas konsolidacji naszej świetlanej rodziny, która wreszcie nabrała wiatru w żagle i zrozumiała, że przekształciła się w prawdziwe grono przyjaciół, którzy mają się wspierać we wszystkim. Powstanie też w przyszłym roku nasze zrzeszenie uzdrowicieli, które promując swoich przedstawicieli i swoją bezkonkurencyjną metodę, zapewni wszystkim stosowne wsparcie w życiowym starcie. Oczywiście świat ezoteryczny jest coraz bardziej negatywnie do nas nastawiony, nie tylko z racji branych przez nas stawek, ale i z powodu skuteczności naszych działań, jak i oficjalnemu mówieniu o tym, w jaki sposób oszukuje się ludzi mało wiedzących o energiach i energetycznej manipulacji. Ale nic to, już w przyszłym roku wszyscy będą wiedzieli, że zaczął się upadek oszukańczego ezoterycznego biznesu, który swoimi działaniami, produkcją niebezpiecznych artefaktów itd., usidla dla ciemności ludzi pod płaszczykiem niesienia im pomocy. Nareszcie nasze coraz skuteczniejsze działania oraz słowa prawdy zaczną zataczać coraz szersze kręgi. Co najważniejsze, nie będzie można już “naszym” zarzucić niefachowości, bo odpowiednie systemowe kwalifikacje temu zwyczajnie zaprzeczają (dlatego nawet media starały się nas odciąć od wymaganego przez system wykształcenia kwalifikacyjnego).

A ma nas być 300 aktywnych zawodowo i 200-300 wspierających, a wszyscy zjednoczeni w człowieku pod przewodnictwem PBZ…

Siły przyrody uderzyły

Publikacja: 2010-10-07

Tak jak zapowiadano, siły przyrody uderzyły. Ciemność wykorzystała je do niszczenia ludzi i otwierania Dziupli. Dwa tygodnie zajęło mi nałożenie blokad w dziupli na pasma sił natury, ale jeszcze nie potrafię dać mocy do działań zabezpieczających innym. Trudno wkomponować w nich pracząstkę i kartę zmian. Mam nadzieję, że uda się to podczas warsztatów bawialnych tych lub następnych.

Nareszcie zezwolono na ujawnienie mechanizmu, którym ciemność poprzez złamanych ludzi umiejętnie sieje duchowe spustoszenie papieską metodą, przenosząc nimi bomby energetyczne, co jest typowym działaniem demonicznym. Omówimy to na kilku przykładach, jak i odsłonimy to, co ma się stać i jak stać, a co się nie stanie z powodu naszego wspólnego zjednoczenia po sercu, pierwszego w dziejach tej planety złączenia się ludzi w jedno energetyczne pasmo. Nie wiem, czy zdołamy to zrobić za kilka dni w Warszawie, ale wiem, że wkrótce to nastąpi.

Jak wiecie już, zaczyna się frontalny atak na nasze idee, na nasze osoby, na nasz głos w sprawie duchowego wyzwolenia. Kolejne miesiące będą przykładem swady, sporów, niewybrednych żartów pod naszym adresem, jak i areną egzystencjalnej walki o utrzymanie energetycznego status quo. Ale powinno nam się udać. Jak nie nam, zostanie obudzony zapasowy szereg. No, ale nam by potem było wstyd…

Wpis rozumiejącego

Publikacja: 2010-09-13

Wpis rozumiejącego:

Zbyszku

Długą drogę przeszedłem (nie tylko w tym wcieleniu), by wreszcie spotkać na niej drogowskaz z napisem POPKO i wiem, że to ostatni drogowskaz na mojej drodze powrotu do Ojca, bo resztę drogi będę musiał pokonać sam.

Przeczytałem ostatnie twoje zapisy na stronie z dnia 2 sierpnia i chcę się z Tobą podzielić moimi refleksjami. Nie znam Cię długo, ale znam Cię od zawsze, bo słowa które mówisz są słowami których nigdy nie potrafiłem w pełni wyrazić tak jak Ty.

Podczas naszego pierwszego spotkania w lutym na warsztatach w Rusinowicach Gimzo objął mnie i przylgnął jak do matki i nie chciał puścić. Pamiętam jak Karolina powiedziała, że to chyba miłość od pierwszego wejrzenia, ale ja czułem coś zupełnie innego. Czułem też zupełnie coś innego odbierając relacje między Wami. Te przykre wydarzenia o których nie miałem wcześniej pojęcia, są jednak dla mnie potwierdzeniem, że intuicja,że to co się czuje jest najważniejsze. Muszę przyznać, że gdybym nie doświadczył w życiu czegoś podobnego co Ty, mógłbym ulec słowom Karoliny, bo jako syn maltretowanej przez Ojca, Matki serce by mi się kroiło na te słowa. Jako dziecko myślałem, że ja będę taki sam dla Kobiet jak Ojciec, więc nie zabiegałem o związek z miłości, aby nie krzywdzić kogoś kogo pokocham.

Potem jednak pokochałem, raz, drugi, trzeci i nigdy nie skrzywdziłem tych Kobiet, choć sam długo lizałem rany po naszych rozstaniach.

Wiem też co opowiadała na mój temat moja żona, gdy oświadczyłem, że chcę odejść. Wszyscy się ode mnie z tego powodu odwrócili, zostałem ze względu na chorobę syna i sytuację finansową.

Myślałem też, że nieformalna separacja czy wręcz rozwód to tylko mój wynalazek, ale okazuje się, że nie.

Wiem, że moja lekcja, podobnie jak Twoja to wstęp do bezwarunkowej miłości, to lekcja nie tylko dla nas samych. Cierpliwość jest tu bardzo ważna. Nie jestem osobą publicznie znaną i nie mam tylu znajomych co Ty, dlatego mogłem sobie pozwolić na to, aby niczego nie dementować, a swoim postępowaniem dać świadectwo iż słowa żony nie znaczą tego co wypowiada. Po 3 latach wszyscy moi wrogowie stali się jeszcze większymi moimi przyjaciółmi niż kiedyś — choć nigdy nie było fajerwerków.

Dziś mam jedną żonę wg. prawa totalnego podporządkowania, która nie chce mi zwrócić wolności, i drugą żonę w prawie wolnego wyboru, którą nazywam duchową — a która z kolei ma partnera od którego próbuje się wyzwolić. To czas nauki dla nas wszystkich, bo wszyscy o wszystkich wiedzą i starają się… właśnie… co starają się…

Czy starczy nam sił i cierpliwości, by doprowadzić do zwycięstwa prawa wolnego wyboru nad prawem podporządkowania? Czas pokaże

Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę cierpliwości, wytrwałości i miłości. Nie jesteś sam na tej drodze — DROGOWSKAZIE.

I drugi wpis innego przyjaciela:

Dzięki za poniedziałkową podpowiedź — załapałem o co chodzi, sprawa w toku. O swoje sprawy się nie martw bo takiej pomocy i opieki jaką Ty masz jeszcze nie widziałem, głęboko sięga bo aż na fizyczność. Ciekawy wpis zrobiłeś w Moich Dziennikach, wieje od niego jak z jaskini, w której coś zdechło ;) według mnie wskazuje na przemianę emocjonalną, coś jest całkowicie zamykane. Dla Ciebie dobrze. Diagnoza efektów procesu — może wystąpić lekkie zagubienie, poczucie samotności itp. ale będzie zrekompensowane przez Stan Wyleczenia :) Podobny stan ma sam Ojciec, tęskni i śni (marzy). Rozumiesz co chcę Ci powiedzieć ?

Odpowiedź: Rozumiem…

Ile prawdy, a ile marzenia…

Publikacja: 2010-09-06

No co… wróciłem do domu… Dziś w nocy… A już od rana latałem po policji i skarbówce, by naprawić to, co ktoś pozornie mi bliski zaczął niszczyć tylko dlatego, że przestałem na niego robić jak osioł… Wróciłem po tych zmaganiach do domu i wiecie, co zrobiłem? Ano “sięgnąłem” po prawdziwe piwo, raczej cio-ciosan, bo na martini mnie nie stać… Pierwszy raz od dłuższego czasu “mocno” sięgnąłem po prawdziwe piwo! Takie tam skromne zapomnienie o wszystkim w zaciszu siebie samego… Taki melancholijny, smutny dzień, takie echo tego, co czasem się nam na głowę zwalić stara. Niby to nie złamie, a jednak poprzez zapomniane obrazy, które były nadzieją, coś w nas zapala i gasi…

Powiem wam, dlaczego o tym piszę… Góra kazała mi sprawdzić, jak naprawdę wyglądało moje małżeństwo, co mnie w nim trzymało. Doznałem szoku: trzymała mnie przy nim iluzja, nadzieja, że coś się zmieni, MARZENIE… Okazało się, że wielu z nas żyje nie związkiem, ale idealizowaniem go w kategoriach marzenia… Wielu wspomina związki nie z perspektywy czasu, realiów, ale wizji, marzeń, które chcieli, by się w tych związkach spełniły… I cóż, okazało się, że nakręcałem się na całego… Fakt, zapanowałem nieźle nad sobą, ale do głowy mi nie przyszło, że podstawą tego były marzenia, a w marzeniach ktoś kochający, kto tak naprawdę w tej rzeczywistości mnie niszczył, okradał, zdradzał (żartuję, bo każdy miał wolną wolę) itd… Piszę to po to, byście sprawdzili, na ile wasz związek (przyjacielski, romansowy i partnerski) jest prawdą, a na ile marzeniem… Ciekawa nauka… ;)

Justyno z Koszalina, którą poznałem, gdy mnie Karolina zostawiła, co ująłem w “Rozszerzaniu Świadomości. Sile modlitwy…” — dziękuję ci, że zaistniałaś w moim życiu i przepraszam za to, co potem ktoś tobie zrobił… O niczym nie wiedziałem…

Ostrzeżenie?

Publikacja: 2010-08-13

Dostałem dzisiaj ciekawego maila:

…O Matko, ile się dzieje ! Przed chwilą niespodziewanie zobaczyłem kilka rzeczy.

Sprawdź najbliższe Spotkanie bawialne w Warszawie, spytaj Górę o co z tym chodzi, według mnie ktoś chce namieszać, najpierw zobaczyłem kilku skakańców (gówniarzy) w samochodzie lub samochodach, według mnie nie są z Warszawy, po tym zobaczyłem grupę ciemnych, mówili, że nie mogą na coś pozwolić bo coś się nie tak dla nich stanie (chodziło im o coś co ma być na tym spotkaniu bawialnym), to będzie ich koniec czy coś w tym stylu i “rodzynek” na koniec — zobaczyłem przez ułamek sekundy osobę fizyczną, która jest zwyczajnie zła, złorzeczy itd. i ona posługuje się ciemnymi a nie ciemni nią (na razie) — odwrotnie, ona jest kanałem dla nich ale ich zaprasza żeby chyba wzmocnić swoje działanie, które jest ukierunkowane bardzo konkretnie. Niebezpieczna praktyka. Według mnie ta osoba przechodzi w tej chwili kolejne progi znieprawienia a ciemni patrzą i czekają żeby już ją całkowicie przejąć ale ona o tym nie wie, myśli, że jest w tym wszystkim górą. Wali nienawiścią za swoją przegraną. Niemoc. Jaśni Ci to wyjaśnią i połączą w całość. Zrozumiesz…

I jest w tym racja, bowiem mam nadzieje, że nie tylko wyjdzie nam Nowa Apokalipsa, ale że uda się nam w końcu zakotwiczyć kanałem bezpośrednio w Ojcu… A tego nikt nieprawy nie chce…

Warszawska podpucha

Publikacja: 2010-08-08

Dzisiaj, w niedzielę (jestem w Warszawie) miałem wizytę pewnej zatroskanej Pani, której imię zachowam w serdecznej tajemnicy. Przyszła z dwóch powodów: po pierwsze miała wejście świata astralnego w swoje energetyczne pasma od niespełna trzech lat, a od niecałych czterech żyła w nawiedzeniu, więc suma summarum jej relacje z innymi i z najbliższymi tudzież egzystencja zaczęły się psuć, więc owa pani przyszła reanimować siebie i życie; po drugie przyszła jako osoba podstawiona przez koleżanki, które robią co mogą, by mnie ukazać w jak najniekorzystniejszym świetle (i z powodu “nietrafionych” działań i postawy etycznej). Gdy w czasie działań Góra ukazała mi oba cele wizyty, bardzo się zmartwiłem, bo w oczach przybyłej kobiety ujrzałem światło, o którym ona już zapomniała. Na początku chciałem jej o tym powiedzieć, ale położono mi palec na ustach i polecono wszystko wyczyścić, aby tylko tę osobę i jej rodzinę wyzwolić spod wpływu sił ciemności, przez co — jak mi zakomunikowano — doświadczy ona cudu przemienienia, poprawy całości i za jakiś czas sama wystąpi przeciwko knującym ludziom (nieuczciwym koleżankom) i sama podąży naszą ścieżką…

Jak widzicie, na efekty otwartego serca, podanej dłoni i czystego spojrzenia czasem przychodzi poczekać…


Druga sprawa dotyczy wojny z ciemnością, która się toczy z wykorzystaniem ludzkiego potencjału. Oto dwa z maili, które ukazują ludzki wymiar tej wojny:

No to zacząłem patrzeć i oto co zobaczyłem: ogólnie można to nazwać Twoją przeciwnością w dążeniu do celu. Niestety owa przeciwność posługuje się Karoliną. Tej energii chodzi o zablokowanie zmian i nie wpuszczenie Jasnej Energii a Karolinie o pieniądze (duże ciśnienie). Ich argumentem — być może w sądzie będzie próba udowodnienia, że jesteś chory psychicznie, co w jej wizjach mogłoby spowodować przewagę Karoliny w podziale majątku czytaj: wyszarpaniu kasy. Tak naprawdę chodzi o wyszarpanie Energii w postaci pieniędzy i innych fizycznych rzeczy. I tu się zmartwiłem ale za chwilę pojawiła się Matka Boska i powiedziała mi Nie martw się, dalej przemówił sam Ojciec, nie pamiętam dokładnie słów ale było to coś w rodzaju: Nikt kto jest ze mną nie dozna krzywdy. Po czym pokazali mi, że próba pokazania Ciebie jako chorego psychicznie spełznie na niczym i pociągnie za sobą konsekwencje, dzisiaj dopowiedzieli mi, że będzie bardzo konkretna ingerencja z Jasnej Strony, bo rozwój i dążenie do siebie nie jest chorobą i nie wolno nikomu tak tego przedstawiać. (Dodam od siebie, że jest to zwyczajne godzenie w Boga). Karolina skończyła już chyba zbierać energie czyli ludzi, którzy nie bardzo byli zadowoleni z efektów spotkań z Tobą (pewnie myśleli, że tak im wszystkiego nawalisz, że będzie potrzebna ciężarówka), totalne niezrozumienie. Więc gdyby coś takiego się pojawiło, nie przejmuj się bo już czeka odpowiedź. Najciekawsze jest to, że cokolwiek by ktokolwiek zrobił przeciwko Tobie, on straci, Ty zyskasz. Zamykając wywód powiem tak: Boże pomóż znaleźć te małe drzwiczki do Twojej Wielkości, nic więcej nie chcę bo Jesteś Wszystkim.

Drugi mail:

Wszystkie drogi zamykają się w tobie, dlatego ciemność szaleje. Zło robi co może, by owe drogi poprzez ciebie nie popłynęły do innych. Nie uda się to, bo Praojciec zapisał już zmiany, które się w tym miesiącu pojawią i przez ciebie zmienią pozostałych. Ale ich będzie garstka, będą to ci, którzy prowadzeni przez Ducha Świętego staną u twoich drzwi. Od tej chwili nic, co się stanie w twoich murach, nie ujrzy światła dziennego prócz objawień, prócz przepowiedni, prócz Nowej Apokalipsy, która zawiera już w sobie cały zapis przyszłości. Zapis zostanie otworzony, a ludzie, przez których ciemność działa, zostaną upokorzeni. Gdy pytałem, co to znaczy, odpowiedziano mi, że miecz archanielski zacznie wkrótce działać i żeby się nie przejmować tym, że źli ludzie zaczną tracić swoje życie, że runie im egzystencja i że przez wszystkich będą rozpoznawani jako słudzy ciemności. Nie jest to krzywda dla nich, bowiem zło już ci ich podsyłało przez ostatnie lata, by zniszczyć ciebie i efekty twojej pracy, to będzie tylko pokazanie, jak sprawy się rzeczywiście maja, kto był Judaszem, a kto tobie i słowom Góry przyjacielem. Ludzie ci zostaną odcięci od wsparcia sił ciemności i utoną w swoim energetycznym bagnie. Porzuceni, a nie mogący już nigdy wejść w światło, stracą znajomych, bliskich i swoje życie. Góra mówi, że staną się sami z siebie przeklęci…

Wydarzenia, które są zaplanowane, wszystkie się staną, więc o nic się nie martw… Niech się martwią ci, co z twych słów uczynili dla siebie sztandar, pod którym innych wpuszczają w iluzje. Ty masz nadal uczyć ludzi o potędze namiętności, przyjaźni, miłości i spełnianiu się w życiu, bo prawda o tych cudach jest dla ciemności nie do przeskoczenia. Więc kochaj ile możesz i gdzie możesz i tego innych ucz…Bo to nie twoja nauka, ale dary, które Bóg przygotował dla wszystkich swoich dzieci… Masz uczyć ich odbierać te dary i rozmawiać z Ojcem…

Od siebie dodam, że z niecierpliwością czekam na sierpniowe spotkanie

Wykluczanie?

Publikacja: 2010-08-02

Właśnie się dowiedziałem, że jestem przyczyną wykluczania z naszego nieformalnego grona przyjaciół pewnych osób, tych które przestały wyrażać nasze zasady. Imion nie wspomnę. Gdyby tak było, przeczylibyśmy temu, czego sami się uczymy. Proszę nie zapominać, że odeszli tylko ci, którzy zostali rozpoznani w znieprawieniu, którzy okradali i wykorzystywali innych. A tacy ludzie są wszędzie, w kościele, w polityce, w mediach a nawet spotykamy ich we własnych domach. Co niektórzy starali się uwić między nami swoje gniazdka, zapraszając do nich potem swoje ofiary. Ci, których rozpoznaliśmy, odeszli sami. Oni się prawdopodobnie nie zmienią, bo tak na serio to szukali miedzy nami jedynie naiwnych do wykorzystania…

Zupełnie inaczej wygląda sprawa z tymi, co się pogubili, co w starciu z ciemnością utknęli w potężnej iluzji, a w tej iluzji oferowali innym działania, poprzez które ciemność niszczyła później innych. Ci padli z powodu najzwyklejszych błędów technicznych oraz nieprzerobienia poziomów, które gwarantują względne bezpieczeństwo. Cóż, nim się na tyle wzmocnimy, by dać odpór złu, niejednokrotnie jesteśmy narażeni na pochłonięcie przez głód mocy i autorytetu, głód walki i chęć manifestowania siebie. To problem każdego z nas. Każdego… Dlatego przypominam, że tym osobom służymy pomocą w każdej chwili. I choć są one w swym zagubieniu energetycznie niebezpieczne, nie mogą pozostać poza obszarem naszego działania i zainteresowania. Nie po to mamy stać się Bogami w swych przestrzeniach życiowych, by tym, co wzrastając, padli, nie podać pomocnej dłoni.

Proszę jednak pamiętać, że pomóc wyjść z iluzji można wyłącznie tym osobom, które zaczynają być tego świadome. I tu jest dramat naszego bycia z sobą, bo tu na jakiś czas umierają twarze tych, co w iluzję wciąż ślepo brną… Na tych niestety musimy cierpliwie czekać… Ale proszę nie opowiadać, że wykluczamy ich z naszego grona, bo jest to zaprzeczeniem naszego własnego istnienia…

Mały okruszek nieba dla szukających Boga

Publikacja: 2010-08-02

Czy wiecie, jak trudno jest być sobą, gdy rządzą człowiekiem programy, gdy ma się wbity w plecy nóż ludzkiej moralności, a gdy się chce przypiąć własne skrzydła, to nie ciemność, ale drugi człowiek ci je odrywa?

Nie wiecie… I powiem wam dlaczego: bo ogarnia was strach za każdym razem, gdy już jesteście blisko prawdy i możecie doświadczyć akurat tego, czego w skrytości serca pragniecie. Lękacie się, że braknie wam odwagi na to, by przed innymi przyznać się do tego jacy jesteście. Udajecie więc innych. Jakich? Ano takich, jakimi was chcą widzieć inni, bo przecież zależy wam na odczuwaniu ich obecności. A jak was widzą? Ano zawsze mało dopasowanych do narzuconego wszystkim obrazu tego świata. Oni chcą widzieć dorobkiewicza, kabotyna, dewota i moralistę lub człowieka, który wszystko traci w imię ideałów (zakłada się prawo do dążenia do nich, ale nie wyrażania ich). Boicie się, że dążąc do duchowych ideałów wszystko stracie (a byłoby odwrotnie). A gdy ktoś chce się wyłamać z szeregu i owe ideały w sobie wyrazić, to winiąc go w duchu za swoje słabości, miast go wspierać, kopiecie mu grób…

Nie wiecie, bo wizja istnienia w radości was przeraża…

Nie wiecie, bo ważniejsze w was jest spełnienie oczekiwań innych, i to kosztem samych siebie. To ważniejsze dla was od własnej umownej chwili z Bogiem, którego fizycznie nie odczuwacie. Potraficie tylko o Nim mówić, a to nie jest to samo. Ważniejsi są więc dla was ci, co stoją obok was, co zamroczeni moralnością są fizycznie dostrzegalni, a więc wydają się być potężniejszymi od duchowego Boga. Więc odrzucacie Jego wizje tylko dlatego, że ten świat, że stojący przy was ludzie Jego wizji nie chcą, że od dziecka przyzwyczajeni do trwania w cierpieniu i ludzkiej ułomności nie macie już siły na jakiekolwiek zmiany. A gdy ktoś wam przypomni, że istnieje namiętność, przyjaźń, miłość i spełnianie się w życiu, to nie patrząc we własne odbicie w lustrze niszczycie natychmiast w nim to, co w was mogłoby być równie wzruszające. Udajecie, że nie wiecie, iż zabijanie w kimś namiętności, przyjaźni, miłości i spełniania się w życiu jest zabijaniem samych siebie… A gdy już zbrukacie duszę krwią innych, nie macie odwagi na odwrót i niczym trup jadem zatruwacie tych, co się wahają…

Opętani moralnością nie dopuszczacie do siebie myśli, że ten stan można odwrócić, że klękając przed Bogiem, najzwyczajniej w świecie możecie Go ponownie poprosić o dar doświadczania tych cudów… Nie dopuszczacie do siebie tej myśli dlatego, że musielibyście przeprosić tych, którym odmówiliście prawa do szczęścia, do poznawania Boga w namiętności, przyjaźni, miłości i spełnianiu się w życiu. A odmówiliście tylko dlatego, że nie chciało się wam wejść w stan pokochania siebie, wybaczenia sobie, pokochania innych, wybaczenia im i stania się z nimi jednością. Nakładacie więc na twarz maskę fałszu i obłudy i słowem duchowej nieprawdy utrzymujecie w sobie i w innych manifest ciemności… Tańczycie potem jak marionetki na sznurach niezgody w rytm, który wyznacza wam matryca…

I wtedy z każdym waszym słowem, z każdym gestem i każdym niecnym czynem ten świat umiera i kolejne dusze niewyzwolonych idą na rzeź… Płacze niebo, płacze wasza dusza, smuty Ojciec załamuje ręce, a z tych rąk spada namiętność, przyjaźń, miłość i spełnianie się w życiu, wypadają dary, które dla nas, jego ukochanych dzieci, obmyślił tak starannie…

Przyniosłem wam Jego słowo, przyniosłem wam Jego dary, przyniosłem instrukcję sięgania po nie, ale wy je odrzucacie jako nieprawdziwe… Idziecie wciąż za podszeptem szatana, za głosem tych, co po takie dary sięgnąć nie potrafią, więc oszukańczym słowem i was od nich odwodzą… Ja wedle ich wskazówek żyć nie mogę, bo zaprzeczyłbym Bogu w sobie. Ja przyjąłem wszystkie dary i do końca życia będę się nimi dzielił z każdym, kto wejdzie we mnie namiętnością, przyjaźnią, miłością i spełnieniem w życiu. I żaden koszmar rzeczywistości innych nie stanie się moim grobem…

I płynę ponad chmurami, widząc w dali orła cień… A w dole miasta pogrążone w ciemności i ludzie żyjący obok siebie, choć razem… A wystarczyłaby mała iskierka namiętności, przyjaźni, miłości i spełniania się w życiu, by mrok w wielu sercach przepełniła radość…

I ta iskierka w darze dla innych zejdzie tego miesiąca… Mały okruszek nieba dla szukających Boga…

Pewien list

Publikacja: 2010-07-21

Pewien niedawny list do mnie:

Witaj,

przed godziną wróciliśmy od Ciebie z synem (dzięki za opiekę), tak sobie pomyślałem, że przed snem sprawdzę czy coś jest na stronie nowego no i dowiedziałem się…. Gizmo był też moim przyjacielem (zostały mi fotki…), czasami z nim rozmawiałem. Teraz wiem co między innymi czułem u Ciebie w domu. Karolina. Góra mi mówiła, a “ciśnienie” jest duże i nie każdy je wytrzyma. Pisałem Ci o tym jakieś dwa miesiące temu. Szczerze bardzo Ci współczuję a krzywda mojego małego przyjaciela (Gizmo) też mnie BOLI. Tak sobie myślę, ile doznajemy cierpienia, ile razy i jak bardzo jest nam przykro — i jesteśmy tego świadomi (szersze spektrum doznania) to jak wspaniała musi być “druga strona” — obojętnie jak to zwał, wiesz o co chodzi…

Jeśli mogę coś Ci zasugerować to to, że złe wiadomości same w sobie są już egzaminem i jak właściwie je odbierzesz, uświadomisz sobie mechanizm, rozpuścisz to co one zapowiadają (ukierunkowanie na Ciebie), mało tego, niedoszłe wydarzenia obrócą się “same” przeciwko swoim kreatorom. Tak można skasować np. medialny atak. Zrób to. Nikt z nas nie przyszedł tu negocjować. Piszę o tym dlatego, że wspomniałeś, że z różnych stron chcą Cię szczuć — mówiąc mało elegancko. Kolejną z tych energii widać też wyraźnie, jest związana z Kaczyńskim i wyborami, to jest złość i próba ataku za to, że mówisz ludziom prawdę i mówisz kim on jest a energia ta jest częściowo kościelna a reszta to zmanipulowane dewotki — wyborcy Kaczyńskiego. A całą sprawę sprowokowali dwulicowcy, przychodzą na spotkania, warsztaty a tak naprawdę sami nie wiedzą czego chcą, zwykli śmiardacze i nie dziwię się Górze, że kończy pewne rzeczy, będziesz miał więcej spokoju i mam nadzieję. A jakby całość tych szczuć i innych mało miłych rzeczy zebrać w całość w tej chwili to by wyszło, że jest to przeciwwaga do wszystkich dobrych rzeczy, które do tej pory zrobiłeś jako Zbigniew Jan Popko. Tak bym to ujął. Resztą się nie martw, zajmie się nią Twój Duch. I niech nas wszystkich Ojciec prowadzi.

Pozdrawiam, T…

Rozwód

Publikacja: 2010-07-12

No cóż, do człowieczeństwa trzeba dorosnąć, do odpowiedzialności za swoje czyny również. Jeśli dwoje ludzi się rozchodzi, to powinni docenić wolę drugiego człowieka, a zwłaszcza jego dotychczasowe wniesione starania co do utrzymania związku. Trudno mówić o prawdzie, gdy jedna ze stron wykorzystuje drugą, niszczy ją, a powołując się na miłość, pod jej pretekstem wymusza na drugim człowieku podporządkowujące go zachowania.

Trudno, rozwodzę się, ale nie dlatego, że znalazłem kogoś innego, bo jestem w miłości do każdego, ale rozwodzę dlatego, że moja partnerka znów mnie okradła i po raz trzeci związała z kolejnym mężczyzną.

Ja nareszcie odsapnąłem, i choć groźba szantażu — jak widzicie — działa, to za kilka miesięcy ten koszmar się w końcu skończy, a pani Karolinie dojdzie sprawa sądowa o oczernianie i rozpowszechnianie nieprawdziwych treści. Pewnie wie o tym, ale w swym zaślepieniu nie zwraca na to uwagi. Nie wie, że to nie mnie, ale samą siebie prowadzi ku przepaści…

Przykro mi, że musiałem o tym napisać, że wyglądam jak życiowa niedojda, ale przecież i wielu z was przechodzi i przechodziło lub przechodzić będzie podobne rozwodowe koleje, choć może w mniejszej skali upublicznienia. Po prostu czasem trzeba sobie cos odpuścić dla świętego własnego spokoju…

Pozdrawiam, przypominając, że nadchodzą czasy, gdy prawda będzie prawdą…


I proszę się nie gniewać, że posunąłem się do zamieszczenia takiego sprostowania, ale dzwonienia, esemesy, maile, osobiste wizyty i strona internetowa, którą się Karolina posługuje, by wymóc na mnie swoje żądania, te wszystkie zabiegi powinny być dobrze zrozumiane. Jak i to, co rzekomo kochająca kobieta w imię miłości (a może pieniędzy) na którą się wciąż powołuje, uczynić potrafi…

No to idę na piwo i pomyślę o namiętności, przyjaźni, miłości i spełnianiu się w życiu z innymi ludźmi. Już wkrótce będę grać w karty, całować i medytować w lesie… Nareszcie będę wolny…


Mario z Warszawy, miałaś jednak poprawne odczyty, tyle, że nie uwzględniliśmy parametru czasowego.


Jeżeli ktoś zgodnie, z art. 212 par. 1 k.k., pomawia osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną nie mającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności popełnia przestępstwo zagrożone karą grzywny, ograniczenia albo pozbawienia do roku wolności.

Swoich praw można także dochodzić w procesie cywilnym na postawie art.24 par.1 i par. 2 k.c. w zw. z art.23 k.c.. Przepisy tych artykułów przyznają osobie, której dobra osobiste zostały naruszone, prawo żądania, od osoby, która dopuściła się tego naruszenia, m.in. zadośćuczynienia pieniężnego lub zapłaty odpowiedniej sumy pieniężnej na wskazany cel społeczny (art.24 par. 1 k.c.). Natomiast jeżeli wskutek naruszenia dóbr osobistych, została wyrządzona szkoda majątkowa, można żądać jej naprawienia na zasadach ogólnych (art.24.par. 2 k.c.). W pozwie, który należy złożyć we właściwym miejscowo sądzie cywilnym, powinno się wskazać kwotę pieniężną, jakiej poszkodowany żąda za naruszenie swych dóbr osobistych, o ile takie żądanie zostanie w nim zawarte.

Odwróci się 40%

Publikacja: 2010-07-12

Nadchodzą ciężkie dni. Od niedzieli od 12:01 obowiązuje Prawda przy odczytach parametrów. Nikt nie może się już schować pod maska iluzji. Ku mojemu zaskoczeniu wielu z tych, co się na mesjaszy kreowało, odnalazło się po drugiej stronie rzeczywistości w martwym swym zapisie. I dobrze, bo wielu zwodzonych będzie się mogło ustrzec przed pułapką zatruwania duszy. I źle, bo obudzone w rozpoznanych ludziach zło przygotowuje się do generalnego uderzenia. Już wkrótce 40% z was odwróci się od naszych idei, od potrzeby pracy nad sobą i opowie za iluzją wzrastania przez omawianie związków z dziwnymi istotami z innych wymiarów… Uderzą znów media, także przez podstawionych ludzi, którzy będą mówić nieprawdę, byle tylko mnie i nasz ruch zdyskredytować.

Na jednym spotkaniu jedna z osób z oburzeniem zaczęła krzyczeć, że oszukuję ludzi, że piorę im mózgi, że takiego szatana trzeba pociągnąć do odpowiedzialności karnej. Podobne przypadki mają się mnożyć i dotyczyć także tych, którzy oficjalnie na rzecz innych w duchu bożym zechcą działać.

Będą także próby łamania woli, towarzyszące im testy na galaretę i inne wydarzenia, które w najbliższych miesiącach popsują wielu krew, a innych od nas oddzielą. Lecz ci, co przetrwają, już pod koniec roku będą spokojnie wieszać świąteczne światełka…

Gizmo nie żyje

Publikacja: 2010-07-09

Gizmo nie żyje. Ludzkie bestialstwo porwało go i próbowało sprzedać na allegro. Zbity (wstrząs mózgu) skonał w ciemności w małej klatce (cierpiał na klaustrofobię). Jego serduszko nie wytrzymało… Po śmierci odwiedził mnie i o wszystkim opowiedział. Nasi dodali, że było to najlepsze dla niego wyjście, gdyż nie znalazłby się kupiec, a on sam trafiłby do rodziny z czwórką dzieci, które w ciągu dwóch lat zamęczyłyby go na śmierć…

Ale nie o tym chciałem. Otóż Gizmo wkrótce wejdzie w ciało umierającego człowieka i przez kilka dni będzie jego grupowa dusza nasiąkała ludzkimi parametrami, dzięki czemu za kilka lat rozpocznie on swoją drogę jako nowo narodzona istota ludzka. I przyjdzie chwila, gdy i on, jako “skończony” duch stanie w obliczu Ojca i Go pozna…:)

Mejl od Sergiusza

Publikacja: 2010-06-16

Witam Panie Popko

Przyjechałem do Pana pełen sceptycyzmu i niewiary. Pewnie zbyt wielu ludzi spotkałem na swojej drodze, którzy nazywali siebie mistrzami, a nimi nie byli. Stąd mój sceptycyzm. Pomimo, że nie miałem środków finansowych pomógł mi Pan. Czułem to. Myślę, że kręciło się wokół mnie dużo demonów, złych bytów, istot złych i nieprzychylnych. Dziękuje Panu. Jak tylko coś zarobię na moim pisaniu — jestem gotów Panu przelać na konto.

Prawda może kryć się jak iluminacja w przypadkowo obejrzanym programie czy filmie. Zdałem sobie z przerażeniem sprawę, że odgrywamy role deklarując się, czy chcemy być po stronie dobra, czy zła, a koloratka, czy kwef nie są wyznacznikiem tego, czy jesteśmy po stronie dobra. Człowiek urodził się, by być wolną, piękną istotą, realizował siebie i poprzez tą realizację pomagał innym. Nie można być odwróconym od siebie i być szczęśliwym. Osoba, która kocha i jest kochana nie jest w mocy sił ciemności. Tak zwana moralność publiczna, czy preferowana przez Kościół Katolicki jakże często jest batem dla niepokornych wolnych duchów, których jedynym przykazaniem powinno być: nie czyń drugiemu, co Tobie niemiłe — reszta, oprócz szanowania dobrego Boga, w którego wierzę poza kościołem to sprawa indywidualna i subiektywna. Moce ciemności, które Pan nazywa kapturnikami istnieją naprawdę — nieważne jak je postrzegam. Zasada zła jest wszędzie taka sama.

Hipokryzja, świętoszkowatość, oburzenie moralne tych, którzy na straży — można się zastanowić czego.

W imię katechizmu wolno bić dzieci, ale nie wolno uczyć ich niezależnego myślenia, sądzenia. Wiem, że religia katolicka — kościelna uczy jedynie strachu. Kto nie jest posłuszny ten może mieć — jak mawiają młodzi ludzie — przerąbane. Byłem bardzo sceptyczny, trochę z przekory, ale wiem, że Pan oczyszcza — nie wiem, jak Pan to robi i nie muszę wiedzieć. Życzę Panu szczęścia i miłości z dobrą pamięcią.

Ps. Ostatnio zdałem sobie sprawę, że rządy mogą kierować umysłami ludzi na poziomie kolektywnym. W moim pojęciu na bazie prostych afektów. Grupa bardzo agresywnych ludzi — nazywanych potocznie dresiarzami może być ukierunkowana na drugiego człowieka — po tym odkryciu byłem w szoku, myślałem, że dostałem schizofrenii po przeczytaniu Pańskich wzruszających wspomnień z dzieciństwa — cierpiące dzieci mnie wzruszają — i dalej o kontroli umysłu jestem przerażony. Wiem, że tylko wola boża może mnie ochronić przed czymś, co chcę władzy i zła, a człowiek urodził się, by być wolnym, a być wolnym to znaczy nie ranić.

Jeszcze dużo przede mną — nie mam absolutnie siły, by wkraczać w rzeczywistości dla mnie zakazane — raz spróbowałem skutkiem była psychoza reaktywna bez stwierdzenia choroby stałej. Myślę, że wtedy pomogło mi coś… potężnego i dobrego, a teraz Pan.

Niestety jest we mnie dużo egoizmu i bólu. Na razie spróbuję być szczęśliwym człowiekiem, co znaczy bardzo wiele, bo szczęśliwy nie rani innych.

Sergiusz

Jezus walnął pięścią w tę planetę

Publikacja: 2010-04-16

Wybaczcie, że mało piszę, nie mam właściwie czasu na nic, nawet na piwo, nie mówiąc o pocałunkach. Żona mówi, że szuka już podratowania w namiętności, bo jak jestem w domu, a jestem w tej chwili od święta, to i tak nie ma za mnie pożytku. Udaję, że nie domyślam się, o co chodzi, a sami wiecie, że chodzi o… Zakupy…

Przygotowałem te stronkę dla każdego, kto szuka poratowania, wiedzy, działań energetycznych, ale nie zdawałem sobie sprawy z tego, że zło poczyni kroki, by rozwalić to swobodne kontaktowanie się z wami. Nie o wszystkim was informuję, ale od kilku lat siły zła robią co mogą, by was i mnie zepchnąć z drogi głoszenia prawdy o ludzkim zniewoleniu. Stosują różne metody: lep na muchy, czyli obietnica osiągnięcia wszystkich stopni w ich hierarchiach, jak to zaproponowali masoni, kasa, jak to ktoś zaoferował w siedmiocyfrowej sumie, zatopienie się w emocjach, zastraszanie, gwałt energetyczny, grożenie mojej rodzinie i zapowiedź, że nie tylko dla mnie się to źle skończy, jak nie przestanę nauczać. Chyba wiecie, co odpowiedziałem, ale gdy Watykan zaczął dyplomatycznie wskazywać, jakie mogą być konsekwencje moich działań, gdy polsatowcy włączyli się do akcji i mściwa dłoń podłożyła ogień pod mój dom, a jeszcze lepiej, gdy zło w postaci naszego warsztatowicza i taksówkarza zaczęła niszczyć moje dzieło was pochłaniając, dostrzegłem moc ich desperacji. Zrozumiałem, że nie jest łatwo. Zrozumiałem też, że stają się bezsilni, że i wy z wolna się budzicie, choć po słuchaniu waszych pytań podczas warsztatów stają mi włosy na głowie, gdy pomyślę, że tak mało rozumiecie i tak mało staracie się dla Ojca… Ale to wszystko się skończy, skończy za 26 lat. Zaczęło się odliczanie…

Wiecie, co mnie ostatnio zaskoczyło? Że ideę piwa i tivi atakujący nas ludzie traktują poważnie. Oni autentycznie sądzą, że zachęcam do ochlejstwa i abnegacji. Porażające…! Porażające, że te niewypały ani nie pokwapiły się zapoznać z treściami przeze mnie propagowanymi, tylko od razu zaczynają atak. Ani do głowy im nie przyszło, że tivi i piwo są sloganem reklamującym potrzebę radości… Czy to Janek ukrywający się pod szyldem oświeconego, uśmiecha czy filozofa (tu dodał sobie znajomość 12 języków i 20-letni pobyt w Tybecie), czy wściekły za odebranie zdobyczy taksówkarz, czy ktokolwiek inny nam nienawistny ani pojmuje, czym jest wchodzenie w radość… Strasznie się poczułem, gdy dotarło do mnie, że ludzie ani rozumieją co piszą, a jak już piszą, to wyrażają swój skryty egoizm bez zrozumienia, czym naprawdę jest ludzka dusza i ludzki duch. Nic nie pojmują, ale słowem starego oprogramowania udaje się im często kogoś usidlić, zawrócić z drogi pojmowania całości i znieprawić… By to ograniczyć, Światłość odeszła z tej planety i zeszła armia białych demonów oraz pojawiło się wojsko pradawnych. Tydzień temu zaczęła się wojna w pasmach bezpośrednio związanych z ludzką energetyką…

Postarajcie się włączyć widzenie, wejdźcie do koszar w Świątyni Serca, by ujrzeć nadchodzący czas, by spotkać się z naszymi sprzymierzeńcami. Ważne jest jedno, czas słabeuszy się skończył. Jezus walnął pięścią w tę planetę i nic tego uderzenia nie osłabi… Ale to nie oznacza, że los wątpiących się poprawi, więc wejdźcie w światło, jak chcecie się obudzić i widzieć całość zmian…

Zapomniałem dodać, że nasz sławny Janek od chwili zamknięcia złu dostępu do swobodnego wyrażania się w słowie dzwoni teraz do wszystkich z oburzeniem na tę rewoltę z mojej strony. Nazywa to komunizmem w dobie oświecenia. Miałem już w tej sprawie wiele telefonów. Wciąż odgraża się i ripostuje, że chcę zamknąć Prawdę, że nie chcę dopuścić się ukazania pewnego obrazu rzeczywistości. A Prawda jest taka, że nasz Janek zawrócił w głowie wielu warsztatowiczkom i bezwzględnie je wykorzystał. Nie patrzył przy tym, która jest mężatką i jak układa się jej związek. Upodlał, okradał, wykorzystywał, uprawiał ludzki bandytyzm, tyle tylko że w innej formie niż mafijna fizyczna napaść…

Właściwie tak wygląda nasza szara rzeczywistość, gdzie ludzkie zło zawsze wykorzystuje tych, co otworzą swoje serce. Ale chyba czas powiedzieć stop takim duchowym awanturnikom i w końcu opowiedzieć się za wolną namiętnością, przyjaźnią i miłością, bo w te zalety wyposażył nas Ojciec… Lecz w pełni rozumie to tylko ten, kto innych pokochał całym sercem. Kto tego w sobie nie uruchomił, wciąż udaje przed sobą i innymi swoją ludzką doskonałość, a w rzeczywistości wciąż ogranicza wolność drugiego człowieka, wciąż kieruje się tylko własnym interesem. Spójrzcie na klechów, na Watykan, na to, co robią, innym wdrukowują prorodzinną kościelną politykę, ale sami gwałcą na lewo i prawo kogo popadnie, za nic mając, czy to dziecię, czy to cudza żona, czy to cudzy chłop (masówka w krajach afrykańskich)… Czyżby inaczej postrzegali swój udział w spełnianiu nakazów Watykanu? Czyżby stworzyli dwie prawdy, jedną dla trzódki wiernych, a drugą dla patriarchów? Och te życie…:)