Ile prawdy, a ile marzenia…

Publikacja: 2010-09-06, Autor

No co… wróciłem do domu… Dziś w nocy… A już od rana latałem po policji i skarbówce, by naprawić to, co ktoś pozornie mi bliski zaczął niszczyć tylko dlatego, że przestałem na niego robić jak osioł… Wróciłem po tych zmaganiach do domu i wiecie, co zrobiłem? Ano “sięgnąłem” po prawdziwe piwo, raczej cio-ciosan, bo na martini mnie nie stać… Pierwszy raz od dłuższego czasu “mocno” sięgnąłem po prawdziwe piwo! Takie tam skromne zapomnienie o wszystkim w zaciszu siebie samego… Taki melancholijny, smutny dzień, takie echo tego, co czasem się nam na głowę zwalić stara. Niby to nie złamie, a jednak poprzez zapomniane obrazy, które były nadzieją, coś w nas zapala i gasi…

Powiem wam, dlaczego o tym piszę… Góra kazała mi sprawdzić, jak naprawdę wyglądało moje małżeństwo, co mnie w nim trzymało. Doznałem szoku: trzymała mnie przy nim iluzja, nadzieja, że coś się zmieni, MARZENIE… Okazało się, że wielu z nas żyje nie związkiem, ale idealizowaniem go w kategoriach marzenia… Wielu wspomina związki nie z perspektywy czasu, realiów, ale wizji, marzeń, które chcieli, by się w tych związkach spełniły… I cóż, okazało się, że nakręcałem się na całego… Fakt, zapanowałem nieźle nad sobą, ale do głowy mi nie przyszło, że podstawą tego były marzenia, a w marzeniach ktoś kochający, kto tak naprawdę w tej rzeczywistości mnie niszczył, okradał, zdradzał (żartuję, bo każdy miał wolną wolę) itd… Piszę to po to, byście sprawdzili, na ile wasz związek (przyjacielski, romansowy i partnerski) jest prawdą, a na ile marzeniem… Ciekawa nauka… ;)

Justyno z Koszalina, którą poznałem, gdy mnie Karolina zostawiła, co ująłem w “Rozszerzaniu Świadomości. Sile modlitwy…” — dziękuję ci, że zaistniałaś w moim życiu i przepraszam za to, co potem ktoś tobie zrobił… O niczym nie wiedziałem…


Pozostałe