Mały okruszek nieba dla szukających Boga
Czy wiecie, jak trudno jest być sobą, gdy rządzą człowiekiem programy, gdy ma się wbity w plecy nóż ludzkiej moralności, a gdy się chce przypiąć własne skrzydła, to nie ciemność, ale drugi człowiek ci je odrywa?
Nie wiecie… I powiem wam dlaczego: bo ogarnia was strach za każdym razem, gdy już jesteście blisko prawdy i możecie doświadczyć akurat tego, czego w skrytości serca pragniecie. Lękacie się, że braknie wam odwagi na to, by przed innymi przyznać się do tego jacy jesteście. Udajecie więc innych. Jakich? Ano takich, jakimi was chcą widzieć inni, bo przecież zależy wam na odczuwaniu ich obecności. A jak was widzą? Ano zawsze mało dopasowanych do narzuconego wszystkim obrazu tego świata. Oni chcą widzieć dorobkiewicza, kabotyna, dewota i moralistę lub człowieka, który wszystko traci w imię ideałów (zakłada się prawo do dążenia do nich, ale nie wyrażania ich). Boicie się, że dążąc do duchowych ideałów wszystko stracie (a byłoby odwrotnie). A gdy ktoś chce się wyłamać z szeregu i owe ideały w sobie wyrazić, to winiąc go w duchu za swoje słabości, miast go wspierać, kopiecie mu grób…
Nie wiecie, bo wizja istnienia w radości was przeraża…
Nie wiecie, bo ważniejsze w was jest spełnienie oczekiwań innych, i to kosztem samych siebie. To ważniejsze dla was od własnej umownej chwili z Bogiem, którego fizycznie nie odczuwacie. Potraficie tylko o Nim mówić, a to nie jest to samo. Ważniejsi są więc dla was ci, co stoją obok was, co zamroczeni moralnością są fizycznie dostrzegalni, a więc wydają się być potężniejszymi od duchowego Boga. Więc odrzucacie Jego wizje tylko dlatego, że ten świat, że stojący przy was ludzie Jego wizji nie chcą, że od dziecka przyzwyczajeni do trwania w cierpieniu i ludzkiej ułomności nie macie już siły na jakiekolwiek zmiany. A gdy ktoś wam przypomni, że istnieje namiętność, przyjaźń, miłość i spełnianie się w życiu, to nie patrząc we własne odbicie w lustrze niszczycie natychmiast w nim to, co w was mogłoby być równie wzruszające. Udajecie, że nie wiecie, iż zabijanie w kimś namiętności, przyjaźni, miłości i spełniania się w życiu jest zabijaniem samych siebie… A gdy już zbrukacie duszę krwią innych, nie macie odwagi na odwrót i niczym trup jadem zatruwacie tych, co się wahają…
Opętani moralnością nie dopuszczacie do siebie myśli, że ten stan można odwrócić, że klękając przed Bogiem, najzwyczajniej w świecie możecie Go ponownie poprosić o dar doświadczania tych cudów… Nie dopuszczacie do siebie tej myśli dlatego, że musielibyście przeprosić tych, którym odmówiliście prawa do szczęścia, do poznawania Boga w namiętności, przyjaźni, miłości i spełnianiu się w życiu. A odmówiliście tylko dlatego, że nie chciało się wam wejść w stan pokochania siebie, wybaczenia sobie, pokochania innych, wybaczenia im i stania się z nimi jednością. Nakładacie więc na twarz maskę fałszu i obłudy i słowem duchowej nieprawdy utrzymujecie w sobie i w innych manifest ciemności… Tańczycie potem jak marionetki na sznurach niezgody w rytm, który wyznacza wam matryca…
I wtedy z każdym waszym słowem, z każdym gestem i każdym niecnym czynem ten świat umiera i kolejne dusze niewyzwolonych idą na rzeź… Płacze niebo, płacze wasza dusza, smuty Ojciec załamuje ręce, a z tych rąk spada namiętność, przyjaźń, miłość i spełnianie się w życiu, wypadają dary, które dla nas, jego ukochanych dzieci, obmyślił tak starannie…
Przyniosłem wam Jego słowo, przyniosłem wam Jego dary, przyniosłem instrukcję sięgania po nie, ale wy je odrzucacie jako nieprawdziwe… Idziecie wciąż za podszeptem szatana, za głosem tych, co po takie dary sięgnąć nie potrafią, więc oszukańczym słowem i was od nich odwodzą… Ja wedle ich wskazówek żyć nie mogę, bo zaprzeczyłbym Bogu w sobie. Ja przyjąłem wszystkie dary i do końca życia będę się nimi dzielił z każdym, kto wejdzie we mnie namiętnością, przyjaźnią, miłością i spełnieniem w życiu. I żaden koszmar rzeczywistości innych nie stanie się moim grobem…
I płynę ponad chmurami, widząc w dali orła cień… A w dole miasta pogrążone w ciemności i ludzie żyjący obok siebie, choć razem… A wystarczyłaby mała iskierka namiętności, przyjaźni, miłości i spełniania się w życiu, by mrok w wielu sercach przepełniła radość…
I ta iskierka w darze dla innych zejdzie tego miesiąca… Mały okruszek nieba dla szukających Boga…