Egzorcyzmy

Od razu rozbiję mit, według którego egzorcyzmy mogą przeprowadzać tylko specjalnie przygotowane do tego osoby. Do tego predestynowany jest każdy człowiek, o ile jego poczynaniami nie kierują zachowania antymoralne. Nawet nie musi w tej materii wykazywać stosownej wiedzy ani do końca być przekonanym o odniesieniu sukcesu. Ani teksty wypowiadane po łacinie, ani rytuały woodoo nie są tu czynnikiem rozstrzygającym. Najważniejsze, by pozostawał w kontakcie z własnym Opiekunem, by jego poziom wibracji i wewnętrznej doskonałości potrafił odeprzeć ataki struktur dysharmonijnych.

Takim człowiekiem jest święty, ktoś, kto dobrze zdaje sobie sprawę z wagi praw duchowych i stara się żyć zgodnie z ich charakterem. Choć wciąż popełnia błędy, to jednak usilnie dąży do ich wyeliminowania ze swojego życia. Takiego człowieka Góra nazywa prawdziwym, a my — świętym.

Co się tyczy prawa moralnego, to zrozumiałym jest, że człowiek wypełniający świat negatywnymi myślami, ktoś dwulicowy i nastawiony na egzekwowanie własnych korzyści nie powinien w ogóle zabierać się do wnikania w interakcje między tym a tamtym światem. Zrozumiałym więc jest postępowanie Kościoła, który zwraca baczną uwagę na kwalifikacje kapłanów egzorcyzmujących. Utrzymując “wiernych” w stanie permanentnego rozdarcia i niewiedzy już z definicji staje się on (Kościół) za pośrednictwem swoich emisariuszy obiektem zaciekłych ataków wrogich człowiekowi sił. Chcąc zachować wizerunek strażnika bram niebieskich, siłą rzeczy musi korzystać z usług swoich najlepszych urzędników. Tylko tacy z racji czystości serca są w stanie stawić opór negatywnym energiom. A że takich ludzi ma Kościół w swoich szeregach niewielu, stąd i zrozumiałym wydaje się uciekanie od tego typu praktyk. Praktyk, nawiasem mówiąc, stanowiących w początkach jego istnienia jedną z głównych cech rozpoznawczych.

Każdy, kto potrafi kontrolować swoje myśli i pragnienia, a przynajmniej ocenić ich charakter i źródło pochodzenia, ich niezależną od woli zmienialność, każdy pozostający w mniej lub bardziej aktywnym związku z własnym Opiekunem potrafi stawić czoło wszelkim energetycznym napaściom, jakie niszczą człowieka na tej ziemi, o ile pochodzą od zmarłych ludzi i istot niższych. Gdy w grę wchodzi działanie mocy stojących wyżej niż ludzka ewolucja na poziomie astralnym, jedynym ratunkiem jest zaangażowanie do pomocy własnego Opiekuna. Zdarzyć się jednak może, że związki karmiczne nie pozwalają na takie wybawienie i wtedy tylko śmierć wyzwala człowieka z kręgu cierpień. O takich przypadkach słyszałem, lecz ich interpretacja daleko wykracza poza poziom ludzkiego rozumienia łańcucha przyczyn i skutków.

Uwolnienie się spod wpływu złych sił jest sprawą prostą z technicznego punktu widzenia, o ile atakowani ludzie potrafią tak przeorganizować własne widzenie świata, by stać się istotami “przezroczystymi”. Proszę pamiętać, że zło atakuje tylko to, co widzi, to, co stanowi dlań energetyczną strawę: inne zło, emocje, które się aktywizują w negatywnym postrzeganiu rzeczywistości. Wystarczy zweryfikować własną postawę (tworzyć grona tylko życzliwych myśli, natychmiast zaniechując te, które noszą w sobie zalążek zła), aby w krótkim czasie tak bardzo wzmocnić się duchowo, tak zdecydowanie odciąć od niskich wibracji, iż zło będzie zmuszone do odwrotu. Po pierwsze nie zyska już energii, po drugie będziemy dla niego coraz mniej dostrzegalni. Ba! Z czasem staniemy się dlań zagrożeniem i zło chcąc nie chcąc będzie zmuszone do odwrotu. A wróci do tego, kto dawał takim siłom przyzwolenie na atak, i to wróci bardzo głodne.

Można oczywiście siłą zmusić zło do odwrotu, ale jest to wojna z wiatrakami, gdyż w takiej walce ono stale odtwarza własną moc. Na dodatek staje się mocniejsze i dużo sprytniejsze. Tak wyrafinowane, że jego oddziaływanie na człowieka wręcz ginie w powodzi międzyludzkich waśni i pozornie przypadkowych nieszczęść.

Jeśli chodzi o siły stojące ponad poziomem człowieka astralnego, to sprawa jest dużo bardziej skomplikowana i żadne teoretyczne rozważania niczego tu nie wyjaśnią. Sam w swoim życiu stoczyłem dwie walki z demonem, jedną przegrałem, drugą wygrałem (i to z pomocą Opiekuna), ale w obu przypadkach odniosłem rany, które się już nigdy nie zagoją. Dlatego wiem, jak poważna to sprawa i że bez zaangażowania Góry zwycięstwo może w ogóle nie wchodzić w rachubę.

Dziś jestem już uświęconym, człowiekiem mającym władzę nad ludzkim duchem oraz nad innymi formami duchowymi, których charakterystykę zaczyna się od demonów. W tej chwili potrafię również zablokować wszelkie działania “kapturowców” (podlegają im demony) oraz zamykać wszystkie ich przejścia w ten wymiar, jak i blokować podłączenia energetyczne niemal wszystkich wykorzystujących nas istot i cywilizacji, nie wspominając już o agresywnych podłączeniach przez innych ludzi. Zresztą moja wiedza w tej materii wciąż się pogłębia.

Trzeba tu jeszcze zwrócić uwagę na jedno słuszne założenie: człowieka dobrego żadne zło się nie ima. I to jest jedyna broń przeciwko nieczystościom zaświatów. Jak tego dokonać, opisałem w “Duchach…” , “Wyzwoleniu…” i “Astralnych skalach…” Tam jest ujęte wszystko, co pozwala stawić opór nie tylko siłom nieczystym, ale i co pozwala pojąć mistyfikację Lewego Prawa i wyłamać się spod oprogramowania czyniącego z nas bezwolne maszyny. Ale o tym nie teraz…

Działanie sił nieczystych bardzo, ale to bardzo rzadko jest związane z atakiem inteligentnych form bytu. Złe duchy to niemal iluzja, chwyt reklamowy, woda na młyn wszelkiego rodzaju egzorcystów, którzy od przerażonych ludzi potrafią sporo wyciągnąć. I choć o takich przypadkach jest głośno, to są one naprawdę kuriozalne. Stanowią ledwie kilka procent zjawisk, które się im przypisuje. Jeszcze mniejszym prawdopodobieństwem jest uleganie atakom istot, którym otwarcie polecono komuś zaszkodzić. Jeśli już jakaś nieczysta dusza (duch błądzący, grzeszny lub wyklęty) autentycznie miesza się do spraw żywych, to czyni to niejako za ich przyzwoleniem, wykorzystując ich wzajemnie podsycaną nienawiść. Tacy myślowi i emocjonalni agresorzy są otoczeni gejzerami energii i niczym latarnie przyciągają do siebie szukające energii (strawy) istoty. Jak temu zaradzić, pewnie już każdy się domyśla. I choć zmiana sposobu życia wymaga samozaparcia, to bez tego kroku nie sposób uwolnić się spod wpływu negatywnych energii, które częstokroć czynią z ludzkiego życia prawdziwe piekło.

Jednak najczęstszą przyczyną działania złych mocy nie są inteligentne formy bytu, ale bardzo skondensowane ładunki energii (emocji i ustawicznie odtwarzanych myśli), które wchodzą z ich twórcami w stałe destrukcyjne związki. Czynią one wiele szkód materialnych i potrafią nawet manifestować się wizualnie. Są jak zaprogramowany komputer, który nagle zrozumiał, że może sam siebie kreować i że to jest celem jego funkcjonowania. To takie ucieleśnione oprogramowanie.

Kilka miesięcy temu otrzymałem prośbę o pomoc w pewnej niecierpiącej zwłoki sprawie. Pewna pani, która nie przez przypadek kupiła moje “Astralne skale…”, zadzwoniła do wydawnictwa z nadzieją, że znajdzie kogoś, kto raz na zawsze zakończy koszmar, w jakim znalazła się jej rodzina. Otóż jej córka została zauroczona przez pewnego Cygana, który się w niej zakochał. A że był on biegły w rzucaniu uroków, ich dom zaczęły nawiedzać same nieszczęścia. Małżeństwo córki rozsypało się, ataki fizyczne ze strony złych duchów na członków rodziny stały się nie do zniesienia, ktoś powodował wypadki samochodowe i wszędzie czuło się obecność silnych agresywnych mocy, które robiły wszystko, by tę rodzinę zniszczyć na dobre, a córkę doprowadzić do szaleństwa.

Dość szybko wyszło, że przerażona rodzina wielokrotnie a bezskutecznie korzystała z pomocy jasnowidzów i egzorcystów. Wszyscy święcie wierzyli w to, że córka została opętana i niewiele brakuje do tego, by to samo spotkało resztę jej rodziny. Katastrofa wisiała na włosku.

Oto fragment korespondencji, jaką zasypała mnie przerażona kobieta:

Nie wiem, czy to, czego doświadczamy od kilku miesięcy, to są złe moce czy nie, i ewentualnie skąd pochodzą, jednakże ma to zwykle proste przełożenie. Zawsze kiedy dzieje się coś w temacie córki i Cygana, zawsze kiedy szuka się pomocy, kiedy się chcemy umówić z kimś, lub mamy coś dla sprawy zrobić, pojawiają się przeszkody i dziwne zjawiska.

Psują się telefony lub coś rozłącza rozmowę. Psują się samochody lub się je rozbija. Fiksują telewizory, magnetowidy, komputery (ze skontaktowaniem się z panem też oczywiście były problemy). W domu rzeczy niemalże latają. Odczuwa się ich wzmożoną złośliwość. Wszystko spada, wylewa się, rozsypuje. Nierzadko raniąc, parząc lub siniacząc. Wyczuwalne są lodowate fale powietrza (i nie od okien) i nieprzyjemnie zapachy (stęchlizna, dym z papierosów, chociaż nikt w domu nie pali, opary alkoholu i inne). Dziwnie reagują zwierzęta. Światło potrafi się w nocy samo zapalić. Czasem atmosfera w domu w jednej chwili zagęszcza się i staje się bardzo nieprzyjemna, nieznośna. Domownicy są nerwowi i łatwo wpadają w konflikty. Daje się też usłyszeć w domu różne odgłosy, stuki, trzaski, których nie da się logicznie wytłumaczyć. Najwięcej hałasów jest w nocy.

Do tego dochodzą jeszcze napadowe bóle w różnych częściach ciała, które trudno dokładnie umiejscowić i wyjaśnić, a które zazwyczaj przechodzą po postawieniu mentalnej bariery. Te przypadłości rozciągają się też na osoby z najbliższego otoczenia i na te, które nam pomagają.

Ja osobiście odczuwam też ingerencje cielesne (różnego rodzaju dotykanie), a ostatnio mogłabym przysiąc, że słyszałam głos w pustym pomieszczeniu, którego źródło było zaledwie metr ode mnie. No ale podobno jedyną pewnością jest ta, że w życiu nie ma żadnej pewności.

Niemniej jednak jest to wszystko tak realne i tak namacalne i odczuwalne, że trudno powiedzieć, by to nam się zdawało.

Prawda okazała się bardziej prozaiczna, choć tak samo bolesna. Nie było tam żadnych nasłanych i wrogich istot, a jedynie bardzo intensywne napięcie emocjonalne, które niemal spalało całe otoczenie domowników.

A było tak… Otóż pani Ewelina, córka pani, która się ze mną skontaktowała, poślubiła pana Jerzego, bo tak wypadało, bo zaszła z nim w ciążę. Nie kochała go, ale była przekonana, że po urodzeniu dziecka zmieni się też jej uczucie do osoby, z którą złączył ją los. Mieli podobne charaktery, podobne wizje, podobny stopień tolerancji, więc jako ludzie byli do siebie w miarę dopasowani. Nadto Jerzy kochał ją prawdziwie, więc można było snuć przypuszczenie, iż kiedyś przyjdzie miłość i z drugiej strony. Jednak Ewelina nie odczuwała żadnego pociągu fizycznego do mężczyzny, z którym przebywała. To powodowało rosnące w niej napięcie. Pozornie Ewelina poświęciła się dla dobra rodziny, dla dobra dziecka, ale gdzieś tam w duchu śniła nocami o wielkiej miłości. Z czasem stała się zgorzkniała i niechętna poślubionemu wybrankowi. Zaczęły ją dręczyć wątpliwości i przestała wierzyć w swoją szczęśliwą gwiazdę. Załamała się, choć nikt tego nie spostrzegł, i jej relacje z bliskimi uległy z wolna radykalnej przemianie. Po jakimś czasie narastające wyobcowanie zamknęło ją w zaklętym kręgu samotności. Szukając miłości, zatracała samą siebie. Wydawało się jej, że cały świat o niej zapomniał. Z roku na rok, z miesiąca na miesiąc, z dnia na dzień sytuacja stawała się coraz bardziej napięta. Kiedy poznała Cygana, kiedy zaczęła się z nim spotykać dla odreagowania, ani wiedząc, że wpadła w jego sieci, jej emocje, myśli i czyny — wszystko to razem eksplodowało, niszcząc niewidzialnymi wybuchami całe otoczenie. I przyszła chwila, gdy owe emocje i myśli zaczęły żyć swoim własnym życiem, zachowując się tak samo, jak ich bezpośrednia stwórczyni: atakowały, ganiły, niszczyły wszystko dookoła.

Niby proste, a jednak pouczające. Nie miałem bowiem do czynienia ze zwyczajną rodziną, ale z ludźmi na poziomie, którzy w kroplach dniach rozmienili swoje życie na sekwencje składające się z niespełnionych nadziei i oczekiwań. Zwyczajnie: zgubili własną drogę do szczęścia. To samo mogło spotkać każdego. Wyjście z tej matni spadło na ojca Eweliny, który jak się okazało, był osobą wyjątkowo medialną i mógł stawić czoła tym zagrożeniom. Wystarczyło, że w Kręgu Ognia wszedł w kontakt z Opiekunem i poprosił go o wybawienie rodziny z opresji, a Góra zablokowała złe oko Cygana i wyciszyła morze emocji w Ewelinie. Po dwóch miesiącach wszystko się uspokoiło. Jak mnie ostatnio poinformowano, o planach rozwodowych Eweliny i Jerzego jakoś przestano wspominać.

Oczywiście o specyfice zabiegów nie będę się rozwodzić, bo nie o to tu chodzi, a i tak chyba każdy się domyśla, że nie szło o nic innego, jak tylko o zmianę widzenia rzeczywistości. Chciałem tylko zapewnić, że większość tego, co uważamy za działanie złych mocy, ma tak naprawdę zupełnie inny charakter. Są to z reguły oddziaływania czynników naturalnych, zwłaszcza geofizycznych, oddziaływania energii emanującej z żywych organizmów oraz skutki wysyłania w przestrzeń negatywnych emocji i wyobrażeń. Ale — uwaga — to też możemy zakwalifikować do obszarów występowania sił wrogich człowiekowi. Lecz te potrafimy pokonać sami, bez udziału kogokolwiek z zewnątrz. Gdy zaś siły zła w postaci agresywnych czy zagubionych bytów staną nam twardo na drodze, wystarczy stać się przezroczystym, życzyć im dobrze i w tym stanie trwać tak długo, jak tylko się da… W przypadkach trudniejszych zawsze możemy liczyć na pomoc Opiekuna. Bo on od tego jest. Bo on wie, że taka niefortunna przygoda na zawsze nas zmienia. Czasami nawet staje się wielką nauką…

Przypadki trudniejsze są tak incydentalne i tak osobliwe, iż bez fachowego wglądu nie wypada ani o nich wspominać. Jeśli komuś zabraknie sił i czasu na otwieranie Kręgu Ognia i kontaktowanie się z Opiekunem (metodę opisałem w “Wyzwoleniu”), albo gdy braknie w tych wysiłkach jasności zamierzeń, ja tu zawsze jestem i chętnie służę pomocą…